Ingres abp. Grzegorza Rysia

do łódzkiej bazyliki archikatedralnej, siódmego z kolei pasterza Archidiecezji Łódzkiej

 

4/11/2017
W uroczystości z udziałem Episkopatu Polski uczestniczył nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio.
Do Łodzi przybyli przedstawiciele archidiecezji krakowskiej – na czele z abp. Markiem Jędraszewskim i kard. Stanisławem Dziwiszem – której biskupem pomocniczym do niedawna był abp Grzegorz Ryś.
W świątyni zgromadziło się ponad 60 arcybiskupów i biskupów, blisko 400 księży, byli przedstawiciele zgromadzeń zakonnych i instytutów życia konsekrowanego oraz licznie zgromadzeni wierni z Łodzi i Krakowa.
Do świątyni przybyli także parlamentarzyści i przedstawiciele władz samorządowych oraz członkowie różnych Kościołów, związków wyznaniowych i wspólnot religijnych. Na wydarzenie akredytowało się blisko stu dziennikarzy z mediów katolickich i świeckich.
Ingres rozpoczął się uroczystą procesją z domu biskupiego do katedry pw. św. Stanisława Kostki. W drzwiach katedry nowy arcybiskup został przywitany przez dziekana Kapituły Archikatedralnej Łódzkiej, który podał mu do ucałowania krucyfiks oraz kropidło z wodą święconą, którą poświecił zebranych w świątyni.
Uroczystą liturgię rozpoczął nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio, a słowo powitania skierował do zebranych bp Marek Marczak, dotychczasowy administrator archidiecezji łódzkiej.
Zwracając się do abp Rysia, zaznaczył: ”Wita Cię Kościół łódzki, który jako diecezja powstał decyzją Ojca Świętego Benedykta XV blisko 100 lat temu. Kościół, który naznaczony jest także życiem i działalnością świętych. Wita Cię dzisiaj również Kościół Łodzi męczeńskiej, której symbolami stały się: Getto żydowskie, słynny obóz na Przemysłowej, Radegast, żołnierze wyklęci, a także nasi starsi bracia kapłani męczennicy aresztowani ponad 70 lat temu, osadzeni w obozie w Konstantynowie, następnie wywiezieni do Dachau. Witaj w Łodzi – w Kościele, który od dzisiaj staje się także Twoim Kościołem, Twoją Matką i Twoim zadaniem”.
Następnie odczytano bullę papieża Franciszka „In navem ascendens”, w której Ojciec Święty wskazał nowemu arcybiskupowi Łodzi zadania, jakie przed nim stoją. Widocznym symbolem przekazania władzy biskupiej stał się pastorał pierwszego biskupa łódzkiego Włodzimierza Tymienieckiego.
Następnie abp Pennacchio wprowadził nowego metropolitę łódzkiego na katedrę biskupią. Dopełnieniem obrzędów ingresowych było homagium, czyli akt czci i posłuszeństwa, które nowemu ordynariuszowi złożyli biskupi pomocniczy, przedstawiciele duchowieństwa, zakonów żeńskich i męskich oraz osoby świeckie.
W homilii abp Grzegorz Ryś porównał samą uroczystość ingresu, jak i szerzej wspólnotę Kościoła do uczty weselnej. Jest ona zwykłym posiłkiem, ale gdy przybywa na nią Jezus, staje się ona właśnie ucztą. To On jest Oblubieńcem, a Oblubienicą jest zasiadająca z nim do stołu wspólnota – Kościół. Jesteśmy tu i teraz na uczcie weselnej Chrystusa i Kościoła. To Ich Dwoje chcemy uczcić, z racji na nich tu jesteśmy. Chcemy potwierdzić ich pierwszeństwo w naszym życiu – wyjaśnił abp Ryś.
Przypomniał, że zaślubiny Baranka z Kościołem dokonały się na Golgocie, zatem „każda z potraw naszej uczty czerpie swój sens z krzyża”. Ta wiedza i pamięć o Golgocie dyscyplinuje i powściąga nasze ambicje w naszych przepychankach do władzy, w naszym biegu do pierwszego miejsca. Stajemy zawstydzeni, jakby wryci w ziemię widokiem ukrzyżowanego Pana. Trudno
nam się dobijać o najwyższe stołki, kiedy stajemy wobec Chrystusa – Sługi, który uniżył samego siebie aż do śmierci krzyżowej – wskazywał nowy metropolita łódzki.
Taka sama zasada została zadana przez Chrystusa Kościołowi: „Każdy, to się wywyższa, będzie poniżony. A kto się uniża, będzie wywyższony” – wyjaśniał hierarcha.
Jaki Kościół może być zatem w pełnej moralnej prawdzie nazwany Oblubienicą Chrystusa? - pytał w homilii abp Ryś. Przecież nie ten, który się wywyższa; który skupia się na sobie, odnosi się tylko do samego siebie i dba wyłącznie o swoje interesy – odpowiedział.
Nie ten, który szuka potwierdzenia swojej pozycji materialnej, politycznej czy prawnej. Z całą pewnością raczej ten, który służy, zapomina o sobie, wychodzi ku innym, sam nawracając się ku ciągłej ewangelizacji – mówił arcybiskup.
Jest to także „Kościół, który zna wolność i autorytet płynący z ubóstwa, a nie z układów. Kościół, który zużywa się w miłosierdziu, a nie zabezpiecza się ciasno i doraźnie skrojoną sprawiedliwością. Kościół, który świadom swojej niezwykłej roli w dziejach konkretnych ludzi i ich wspólnot w Polsce, Europie, świecie, nie obnosi się swoimi zasługami. Jest jak jego Pan, wybiera ostatnie miejsce”.
Taki Kościół Pan wywyższa. Czyni to także w naszych sercach. Taki Kościół do nas przemawia i nas porywa, fascynuje. Do takiego Kościoła chcemy należeć i taki Kościół chcemy współtworzyć, nawet jeśli nasz grzech, pycha, chciwość raz po raz zniekształca taką jego postać – dodał abp Ryś.
Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę weselną, nie zajmuj pierwszego miejsca. Jesteśmy na uczcie, na której miejsca wyznacza Pan. Nie da się ogłupić żadną autopromocją. Żadnego miejsca w Kościele nikt nie bierze sobie sam – podkreślał w homilii arcybiskup.
W Kościele oczywiście nie brakuje przykładów autopromocji, która wywyższyła do godności wielu ludzi – zaznaczył kaznodzieja.
Jednym z nich był wspominany 4 listopada św. Karol Boromeusz. Decyzją bogatej rodziny już w wieku 12 lat został duchownym, a 10 lat później już kardynałem i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, czyli faktycznie drugą osobą po papieżu, który był jego wujem. A jednak przeżył głębokie nawrócenie, a historia zapamiętała św. Karola jako wielkiego reformatora Kościoła, jednego z największych ojców Soboru Trydenckiego, wielkiego jałmużnika. „To jest życiorys świętego, prawdziwie ewangeliczna historia biskupa”, choć Karol Boromeusz „nie zasługiwał na miejsce, które otrzymał”.
A ktoś z nas, tu obecnych, zasłużył sobie na miejsce, które zajmuje? – pytał abp Ryś. Czy nie jest regułą, że każde miejsce przyznane i zadane nam w Kościele, jest nam ofiarowane z miłosierdzia? Pan nie dał się ogłupić ekspresową karierą Karola w Kościele, ścigał go swoją łaską – wskazywał abp Ryś.
Podkreślił, że życie w Kościele nie sprowadza się tylko do aktów prawnych, one są ważne, ale nie są zleceniem pracy. To Duch Święty wprowadza człowieka na właściwe dla niego miejsce.
Zwracając się do wiernych archidiecezji łódzkiej, powiedział: „zajmijcie swoje miejsca przy tym stole, zajmijcie je naprawdę, to znaczy poddając się przynagleniu Ducha Świętego, Jego mocy i twórczości”.
Zachęcał do rozpoznania w sobie ofiarowanych darów łaski. Zdobądźcie się na trud rozeznania, co powinienem w moim Kościele podjąć, w jaki sposób mogę go współtworzyć? Nie tylko do kościoła chodzić, ale go w konkretny sposób budować, wziąć odpowiedzialność – apelował abp Ryś.
W tym zakresie jego zdaniem każdy jest potrzebny, „każdy ma swoje miejsce ucznia –misjonarza”. Potrzebne jest budowanie i podtrzymywanie wzajemnych więzi przez wszystkich współtworzących Kościół, wzajemna za siebie odpowiedzialność.
Kościół jest bowiem wspólnotą, ciałem, w którym ważne są wszystkie członki. Kościół jest ucztą weselną i wspólnotą stołu, a nie potajemnym zajadaniem się swoją kanapką na boku – wskazywał abp Ryś, przestrzegając też przed uleganiem "pokusie samowystarczalności", gdyż Kościół ewangelizuje zawsze jako wspólnota duchownych i świeckich. Towarzyszyć mu powinna triada: miłosierdzie, misja, jedność.
W homilii abp Grzegorz Ryś przypomniał też, że przychodzi jako nowy metropolita do Łodzi - miasta o międzyreligijnych tradycjach, ośrodka pokojowego współistnienia różnych wyznań. Podziękował z tej okazji wszystkim przedstawicielom różnych wspólnot religijnych, którzy przybyli na jego ingres.
List z gratulacjami z okazji ingresu przesłał prezydent Andrzej Duda. Na zakończenie uroczystej Eucharystii abp Ryś powiedział, że czuje się zawstydzony tak liczną obecnością duchowieństwa i wiernych świeckich na uroczystości.
Przyznał, że nie jest w stanie podziękować każdemu z osobna za przybycie, ale podkreślił obecność grupy niepełnosprawnych oraz osób bezdomnych, które przyjechały z Krakowa wraz z siostrami albertynkami.

Za KAI Marianna Strugińska-Felczyńska