Akcja Katolicka w międzywojennej Łodzi

W 1921 r. papież Benedykt XIV powołał pierwszą łódzką diecezję, mianując jej biskupem proboszcza Tymienieckiego. Teraz mógł on szeroko rozwinąć swój wspaniały talent duszpasterski i organizacyjny oraz swą miłość bliźniego w niesieniu pomocy. Tym bardziej, że po tak długiej niewoli i ciężkiej wojnie Polska odzyskała niepodległość. Potrzeby ludności w nowych warunkach były ogromne. Biskup Tymieniecki energicznie starał się świadczyć pomoc nie tylko religijną (przez tworzenie wielu nowych parafii i opiekę nad nimi), ale i finansową, organizując różne imprezy, z których dochód przeznaczono dla ubogich. Pamiętam, jak chwalono jego inicjatywę budowy osiedla jednorodzinnych domków robotniczych, które do dziś służą ubogiej ludności.

W ten nurt pracy społecznej, religijnej i oświatowej z całym zapałem włączyła się moja matka - Mieczysława Wiśniewska. Szkoła ta nie była ściśle katolicka i wielu było uczniów innego wyznania, ale ojciec mój wymagał, by uczniowie katoliccy zbierali się w niedzielę i sam prowadził ich na szkolną Mszę św. Mocno zajęty sprawami szkoły, ojciec nie udzielał się w pracy społecznej przy Księdzu Biskupie, ale był głęboko wierzącym katolikiem.

Niedawno znalazłam maszynopis przemówienia, który ojciec wygłosił 12 lutego 1926 r. w sali Rady Miejskiej podczas uroczystej akademii ku czci papieża Piusa XI. Oto, co powiedział na zakończenie tego odczytu: „Polska historyczna zaczyna się wraz z chrześcijaństwem, dzięki idei Chrystusowej zmartwychwstała, i tylko stając się widoczną Świątynią Chrystusa - Kościołem Katolickim Narodów, spełni swe posłannictwo i pójdzie w nieśmiertelność”.

Polska? Kościołem Narodów? Przecież dziś, po 80 latach, chyba to samo powiedziałby nasz wspaniały Papież Jan Paweł II.

Jako dziewczynka wiedziałam już, że te absorbujące matkę pozadomowe zajęcia, religijne odczyty, dobroczynne imprezy, zjazdy i spotkania to właśnie jest Akcja Katolicka, której przewodził bp Tymieniecki, a która miała cztery działy: Akcja Katolicka kobiet, mężczyzn, młodzieży żeńskiej i młodzieży męskiej. Wiedziałam też, że przewodniczącą kobiecej Akcji jest p. Paulina Roszkowska, a moja matka była jej sekretarką i główną pomocnicą. Zresztą, było tam jeszcze wiele innych pań, które chętnie pomagały i udzielały się w pracach społecznych.

Władysław i Paulina Roszkowscy okres I wojny światowej spędzili w Rosji, w bardzo ciężkich warunkach. Gdy w 1921 r. wrócili z dwoma małymi synami, Paulina, zawodowa pianistka, początkowo zarabiała lekcjami gry na fortepianie, lecz później zajęła się głównie pracą społeczną na terenie Akcji Katolickiej, wykazując w tym wiele zapału i zdolności. W 1932 r. bp Tymieniecki mianował ją prezeską Katolickiego Stowarzyszenia Kobiet Diecezji Łódzkiej. Moja matka ściśle z nią współpracowała. Nasze rodziny bardzo się zaprzyjaźniły, co po latach zaowocowało moim małżeństwem z młodszym synem Roszkowskich - Mirosławem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niedługo potem, w 1935 r. zlikwidowano szkołę, w której ociec był dyrektorem, i rodzice przenieśli się do Sieradza. Tu także moja matka, w ścisłym porozumieniu z duchowieństwem, zaczęła organizować i rozwijać oddziały Katolickiego Stowarzyszenia Kobiet - również w większych ośrodkach wiejskich. Jeździła z odczytami, rozmawiała, propagowała pewne książki i pisma oraz namawiała ambitne i aktywne gospodynie wiejskie do tworzenia własnych małych ośrodków Akcji Katolickiej. Była to działalność nie tylko religijna, ale i oświatowa oraz patriotyczna. Toteż oceniły ją również władze świeckie i 27 marca 1939 r. matka dostała od Rady Ministrów Srebrny Krzyż Zasługi za uznanie zasług na polu społecznym.

W Łodzi, po śmierci bp. Tymienieckiego, Katolickie Stowarzyszenie Kobiet nadal rozwijało szeroką działalność pod opieką bp. Tomczaka oraz asystenta łódzkiej Akcji Katolickiej - ks. Kaczewiaka. Czynną przewodniczącą była tu nadal Paulina Roszkowska, która działała nie tylko w łódzkich parafiach, ale i w pobliskich ośrodkach miejskich, mając do pomocy wiele ofiarnych pań. Organizowano zjazdy, odczyty i różnorodne imprezy, zarówno religijne, jak i oświatowe, dobroczynne - w lokalu przy ul. Gdańskiej 111. Podejmowano różne przedsięwzięcia w celu pomocy ubogiej ludności (można tu wymienić wakacje wypoczynkowe dla robotnic fabrycznych i matek z dziećmi, albo kolonie letnie dla dzieci). Zebrano też grupę 20 ofiarnych lekarzy, którzy w każdą niedzielę jeździli na wieś, by tam bezpłatnie leczyć ubogich chorych. Planowano różne dalsze imprezy, ale wojna w 1939 r. brutalnie zniszczyła te plany i musiało upłynąć pół wieku, by Akcja Katolicka w Łodzi znów mogła zacząć się rozwijać.

Źródło: Niedziela Łódzka 48/2004

 

Kinga Wiśniewska-Roszkowska

Gdy byłam jeszcze dzieckiem, nazwa „Akcja Katolicka” kojarzyła mi się z żywą społeczną pracą mojej matki oraz z osobą bp. Wincentego Tymienieckiego, o którym często mówiono w domu. Później dowiedziałam się, że od 1909 r. był on proboszczem parafii św. Stanisława Kostki. Kończył wtedy budowę gmachu dzisiejszej katedry, rozwijając przy tym szeroko zakrojoną akcję duszpasterską i charytatywną, zwłaszcza służąc intensywną pomocą dzieciom i osobom starszym w czasie wojny.

gallery/kinga wiśniewska-roszkowska
gallery/bp wincenty tymieniecki

Biskup Tymieniecki lubił i szanował moich rodziców, a matkę nieraz żartobliwie nazywał „praktyczną idealistką”. Czasami też odwiedzał nas w domu, zapowiadając przed tym swą wizytę i zawsze prosząc, by mógł przy tym zobaczyć dzieci, tj. mnie i młodszego brata Zbigniewa. Chciał się z nami przywitać i krótko porozmawiać, co było dla nas wielką atrakcją.

Już w latach 20. do łódzkiej Akcji Katolickiej włączało się wiele kobiet, nie tylko z kręgu tzw. inteligencji. Rozwijano działalność charytatywną i oświatową, organizowano odczyty i zjazdy. Główna „stolica” i siedziba tych akcji mieściła się w domu przy ul. Gdańskiej 111.

Jak wysoko oceniał Ksiądz Biskup działalność mojej matki świadczy zaszczytny order papieski „Pro Ecclesia et Pontifice”, który otrzymała 25 kwietnia 1933 r.

Śmierć bp. Tymienieckiego w 1934 r. wielką żałobą okryła nie tylko działaczy Akcji Katolickiej, ale i szerokie rzesze łódzkich katolików, zwłaszcza najbiedniejszych, dla których świadczył on tyle pomocy. Pamiętam, że głęboki żal wyrażała moja matka, rozpamiętując jego zasługi.